Jest taka grupa ludzi, która jest synonimem słowa pośpiech. Zawsze w biegu, wiecznie spóźnieni, przemęczeni i zdenerwowani. Czy tak po prostu musi być? A może da się coś z tym zrobić?
Któż z nas nie doświadczył sytuacji, w której zegar pokazywał jeszcze godzinę do wyjścia z domu i zanim zdążyliśmy się obejrzeć, było już za pięć? To z pewnością spotkało każdego z nas chociaż raz. Jednak dla niektórych pośpiech to styl życia. Nie ma mowy o wyjściu na spokojnie z domu bez gorączkowych przygotowań na ostatnią chwilę. I, wbrew pozorom, nie wynika to tylko z nadmiaru obowiązków, ale również z braku dobrej organizacji i problemów z przewidywaniem, ile dana czynność zajmie czasu. Czy da się zatem coś z tym zrobić?
Spis treści
Czy pośpiech na pewno zawsze jest wskazany?
Obecne czasy wymagają od nas pośpiechu. Żyjemy w przekonaniu, że im więcej na raz zrobimy, tym szybciej osiągniemy swoje cele. To jednak błąd. Nasze mózgi nie są stworzone do multitaskingu (więcej na ten temat pisaliśmy tutaj), w dodatku przez natłok obowiązków, możemy mieć problem z prawidłowym oszacowaniem czasu potrzebnego na zrealizowanie danego zagadnienia. Mówiąc wprost – nie wyrabiamy się, a to może prowadzić m. in. do
- przewlekłego stresu
- nadprodukcji adrenaliny
- ciągłego napięcia
- działania pod presją
- problemów ze snem.
Jeżeli układ nerwowy przez dłuższy czas będzie poddawany dużemu przeciążeniu, to może się u nas rozwinąć nerwica. Istnieje również ryzyko zawału, a nawet śmierci.
Dlatego warto wprowadzić do swojego życia kilka technik, które pomagają okiełznać pośpiech, oczyścić głowę i lepiej zorganizować sobie dzień. Przedstawi je nasz twórca Maciek Mazurek z bloga zuch.media.
Gdzie się człowiek śpieszy, tam… Pośpiech – coś poszło nie tak
A co, jeśli mimo czystej głowy, wciąż macie problemy z dokładnym wyliczeniem czasu potrzebnego na to, żeby się wyrobić? Sprawdźmy.
Kilka porad dla spóźnialskich
Co najczęściej sprawia, że np. docieramy na miejsce spóźnieni? Niedoszacowanie. Teoretycznie wiemy, co mamy zrobić przed opuszczeniem domu, ale czy potrafimy dokładnie określić, ile dana czynność zajmie nam czasu? Nawet tak prozaiczna sprawa, jak przebranie się, w praktyce może okazać się kłopotliwa. Znalezienie w szafie odpowiedniej bluzki, dobranie do niej pasujących spodni, ba, samo założenie skarpetek, butów, kurtki… i już z tego, co w naszej głowie miało trwać minutę, robi się 10 minut.
Dodatkowo musisz jeszcze zabrać laptopa? Ok. Po prostu zgarniasz go do ręki i wychodzisz, tak? Zajęło to mniej, niż minutę! A co, jeśli musisz jeszcze:
- Znaleźć ładowarkę
- Odłączyć dysk i myszkę
- Zwinąć kable
- Znaleźć torbę na laptopa
- Spakować wszystko?
Właśnie, nie wiedzieć kiedy, zapełniło się kolejne 5 minut.
Coś, co w naszej głowie teoretycznie miało zająć 2 minuty, w praktyce zajmie ich już 15. A to tylko przykładowy scenariusz, który nie uwzględnia takich aspektów, jak prysznic, przegryzienie czegoś przed wyjściem, czy sam dojazd na miejsce.
Dlatego zawsze warto mieć bufor i z góry zakładać, że każda czynność zajmie nam nieco więcej czasu, niż przewidujemy. Świetnym pomysłem jest też np. naszykowanie sobie ubrań wieczorem i spakowanie laptopa, gdy wiemy, że rano czeka nas wczesna pobudka. Do tego odłóżcie klucze i portfel w to jedno określone miejsce, dzięki któremu zaoszczędzicie kolejne kilka minut na gorączkowe szukanie ich przed samym wyjściem. Nie wspominając już nawet o telefonie, bo w tych czasach to coś więcej, niż oczywistość.
Więcej sprawdzonych i naprawdę konkretnych porad dla tych, których definiuje ciągły pośpiech i nagminne spóźnianie się, ma nasz twórca Andrzej Tucholski. Andrzej jest psychologiem i na swoim kanale prezentuje dużo porad związanych z lepszą organizacją zarówno życia prywatnego, jak i biznesowego
https://youtu.be/THhUzP13GkA
Nikt z nas nie jest skazany na wieczny pośpiech. Można mu zaradzić i wprowadzić do swojego życia chociaż odrobinę spokoju i harmonii. Pamiętajmy, że najczęściej to właśnie my sami, a nie kto inny, stoimy sobie na przeszkodzie.