Jak być może wiecie, na małych ekranach można od niedawna obejrzeć kolejne remake disneyowskiego klasyka – “Pinokio”. Jeśli zastanawiacie się, czy warto poświęcić czas na to, by sprawdzić, jak wygląda najnowsza wersja adaptacji powieści Carla Collodiego, wystarczy, że posłuchacie recenzji Juliana Jelińskiego na kanale Brody z Kosmosu.
Przy okazji premier disneyowskich klasyków w wersji live-action, wiele osób zadaje sobie pytanie, czy dany film rzeczywiście zasługuje na remake. Animowany “Pinokio” spod sztandaru Disneya miał swoją premierę w 1940 roku, więc można by uznać, że warto go nieco odświeżyć. Niestety, wszystko wskazuje na to, że nie była to udana próba. Już pierwsze minuty filmu recenzenta zdradzają, że na nowego “Pinokia” poświęcać czasu raczej nie warto. Jeśli znacie kanał Juliana, wiecie, że zawsze stara się być obiektywny i w oglądanych filmach zawsze stara się dostrzec coś pozytywnego. Tym razem było o to naprawdę ciężko.
Spis treści
Bajka bez morału
Pierwszy zarzut od Juliana to zbyt prosta narracja. Choć oglądamy scenę, która doskonale opisuje nam postaci, ich bolączki, motywacje i charakter, musimy dodatkowo usłyszeć narrację. W filmie pojawiają się też próby uwspółcześnienia historii, które jednak nie wyglądają na dobrze przemyślane elementy fabuły.
Od Juliana dowiadujemy się również, że w film znacznie spłyca wartość edukacyjną pierwowzoru. Główny bohater od początku aż do końca opowieści jest, inaczej niż w książce, bardzo pozytywną postacią. Nie popełnia błędów, nie robi niczego złego. Trudno tu więc mówić o jakimkolwiek rozwoju postaci, który przecież był kluczowy dla całej historii Pinokia.
Zarzutów do filmu Julian ma zdecydowanie więcej, a o wszystkich opowiada w filmie na kanale Brody z Kosmosu:
Koniec magii?
Julian to nie jedyny twórca cyfrowy, któremu nie spodobał się film live-action o przygodach drewnianego pajacyka. Po premierze “Pinokia” w Internecie, również na zagranicznych kanałach, pojawiło się mnóstwo recenzji i analiz, z których wynika, że ma on szansę zostać najgorszym filmem Disneya.
Są też twórcy, dla których wytwórnia filmowa po prostu straciła swoją magię. Jak zauważa jeden z zagranicznych youtuberów z kanału The Trove, ostatnie filmy live-action były po prostu opowiedzeniem tej samej historii jeszcze raz, tylko, że bez animacji. Brakuje w nich świeżego może bardziej współczesnego spojrzenia na fabułę czy postacie. Z kolei klasyczna animacja dawała większe pole do zaprezentowania niektórych scen w nietuzinkowy sposób. Tak, abyśmy pamiętali je latami, a nie zapomnieli gdy tylko pojawią się napisy końcowe.
Teraz, gdy znacie już opinie Juliana, możecie się z nią zgodzić i wybrać na wieczór inny film. Możecie też uznać, że wolicie przekonać się na własne oczy, czy miał rację. Wybór należy do Was.